Kolejnym punktem naszego wyjazdu było Phnom Penh oddalone około 320 km od Siem Reap. Najlepiej jest się tam dostać autobusem, które są zupełnie inne niż w Europie. Do wyboru są autobusy wyposażone w łóżka (nocne) lub w naprawdę szerokie siedzenia (układ siedzeń 2-1). Bilety można kupić w przeróżnych cenach. Najdroższe są na Giant Ibis (autobus z siedzeniami po 15 USD/osobę), którym podróżują głównie turyści. Z opowieści znajomych wiemy, że na tej trasie w nocnych autobusach turystycznych, zdarzają się różnego rodzaju akcje. Do nich należą przymusowe przerwy w podróży w szczerym polu i próby naciągania na dziwne opłaty. U nas wybór padł na tańszy autobus dla miejscowych za 8 USD/osobę (oni pewnie mieli inną cenę). Bilety kupiliśmy w recepcji w hotelu – opcja dość bezpieczna. Do hotelu podjechał po nas minibus, który zebrał po drodze jeszcze kilka osób i zawiózł nas na dworzec autobusowy znajdujący się po za centrum Siem Reap.

Dworzec w Siem Reap
Mieszkańcy docierają na dworzec autobusowy sami – tylko turystów obsługuje minibus. Opcja fajna, bo nie trzeba było taszczyć bagaży czy ponosić dodatkowych kosztów na tuk tuka i przede wszystkich szukać lokalizacji dworca. Dworzec różni się od znanych nam dworców, ponieważ był on ogromną wiatą z blachy. Przypominał bardziej hangar do napraw. Autobus, mimo że jego czas świetności już minął, był wygodny i oferował dużo miejsca w fotelach (układ 2-1). Wyglądał na taki, co przejechał pół Azji, w tym większość w Chinach, bo wszystkie napisy miał po mandaryńsku. Podczas około 6 godzinnej podróży zaplanowane są 2 postoje, na których można skorzystać z toalety i zjeść jakąś przekąskę. Z przekąskami trzeba jednak uważać.
Po drodze można zobaczyć prawdziwą Kambodżę, ponieważ mijamy wioski, jak i mniejsze miasta. Warto tą trasę przejechać drogą lądową. Autobus przyjechał do Phnom Penh zgodnie z rozkładem i bez żadnych niespodzianek.


Najpopularniejsze hasło w Phnom Penh: Neeeed aaa tuk tuk?
Jak tylko drzwi autobusu się otworzyły to kilku kierowców włożyło głowy do środka i od razu proponowali swoje usługi nawołując „neeeed aaa tuk tuk?”. Ogólnie do tego zwrotu trzeba się przyzwyczaić, bo będzie on nam cały czas towarzyszył. Przyczyny są dwie: chęć łatwego zarobku przez lokalsów i brak komunikacji miejskiej w Phnom Penh. Wydaje nam się, że kierowcy nie mogą przeboleć, jak idziesz na nogach. Pod drzwi hotelu po drobnym targowaniu tuk tuk kosztował nas 3 USD. Korzystając z tego środku komunikacji w Phnom Penh musisz uważać, żeby Ci nikt nie wyrwał torebki, plecaka czy telefonu. Wszyscy kierowcy przed tym przestrzegają, więc coś jest na rzeczy i lepiej uważać. Niektóre pojazdy są wyposażone w siatki chroniące przed tego typu atakami.
Szczegółowe godziny całej podróży możesz znaleźć tutaj.
Wybór na pobyt w Phnom Penh padł na TeaHouse Asian Urban Hotel. Obiekt posiada bardzo ładny basen, z którego można korzystać zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorem. Z hotelu było wszędzie blisko: do Royal Palace, Phnom Penh Tower czy nad rzekę Mekong. Obiekt ten możemy polecić do zwiedzania stolicy Kambodży. W hotelu była też rozpiska ile należy płacić za podróż tuk tuk-iem z hotelu w określone miejsca. Poniżej zamieszczamy kilka przykładowych cen:
- lotnisko Phnom Penh International Airport (PNH) – 8 USD
- Central Market – 2 USD
- National Museum – 2 USD
- port – 2,50 USD
- Wat Phnom – 3 USD
- Killing Fields – 15 USD
- pół dnia – 15 USD
- cały dzień – 20 USD
Jak widać, po mieście podróżujemy za 2 – 3 USD. Jak kolega z tuk tuk-a chce za podróż 5 USD, to po prostu szukamy innego. Oni zawsze liczą na to, że ktoś się nie orientuje ile rzeczywiście trzeba zapłacić.
Jedzenie w Phnom Penh
Dobrym miejscem na zjedzenie obiadu, czy odpoczynek w barze jest 172 ulica. Właśnie tam koszt dojazdu z TeaHouse Asian Urban Hotel wynosił 2 USD. Jeden gość za powrót do hotelu chciał 5 USD. Po krótkiej rozmowie zgodził się pojechać za normalną cenę. Przy wejściu do 172 ulicy jest David’s Restaurant gdzie można zjeść świeżą zupę z makaronem. Ktoś z obsługi wytwarza ją zawsze na żywo – wygląda to imponująco. Smakuje doskonale i kosztuje 2,50 USD/porcję. Na tej ulicy także dobrą ceną za piwo jest 0,50 USD. Jak gdzieś jest drożej to trzeba szukać w lokalu obok. Dodatkowo jest blisko na Central Market, gdzie można kupić prawie wszystko: od Khmerskich pamiątek po wszelkiego rodzaju artykuły gospodarstwa domowego. Tutaj nawet udało się nam zakupić baterię do pilota od kamery, która jest dość nietypowa.
Zwiedzanie w Phnom Penh
W Phnom Penh warto odwiedzić National Museum, gdzie są przechowywane resztki pamiątek z kompleksu Angor. Najlepsze rzeczy zmieniły wcześniej właściciela i są pewnie pochowane po całym świecie w prywatnych kolekcjach. Koszt wstępu nie zgadza się z informacją prezentowaną na ich stronie i wynosi 10 USD/osobę, zamiast obiecywanych 5 USD/osobę. Początkowo myśleliśmy, że jest to jakieś oszustwo. Jednak wszyscy zwiedzający płacili identyczną opłatę, zgodnie z informacją zamieszczoną w oficjalnej kasie. Niejasne były również informacje odnośnie opłat za fotografowanie i filmowanie. My robiliśmy zdjęcia bez problemów, nie zwracając absolutnie żadnego zainteresowania obsługi, która okupowała ławki w cieniu. W muzeum tłumów nie ma, więc można na spokojnie obejrzeć wszystkie eksponaty i wypocząć w cieniu w ogrodzie na dziedzińcu.

W stolicy Kambodży jest miejsce, gdzie można spotkać mnóstwo samochodów na tablicach dyplomatycznych. Nie są to okolice ambasad, a centrum handlowe Aeon Mall. Tą pozycję możesz sobie spokojnie odpuścić. Nic ciekawego, a ceny jak na ten kraj kosmiczne.

Warto natomiast udać się do Royal Palace. Można tam zobaczyć ogromne ilości unikatowych eksponatów jak np. szmaragdowego Buddę czy sale koronacji. Znajduję się tam również zadbany i czysty ogród, który jest dobrą odmianą po spacerowaniu po stolicy. Dla zwiedzających zbudowano świetnie wykonaną makietę Angor Wat.



Rejs po rzece Mekong
Jednym z punktów naszej wycieczki był rejs statkiem po rzece Mekong. W hotelu proponowali tą usługę w cenie 15 USD/osobę. Wystarczyło się przejść nad rzekę i pierwszy człowiek zaproponował rejs jego statkiem w cenie 8 USD/osobę. Po kilku minutowym rozpoznaniu udało się jednak znaleźć za 5 USD/osobę + napój gratis (wybór padł na colę). Łódka wypływała 17:30 czyli trochę przed zachodem słońca i wracała zaraz po. Na łódce nie było standardowych krzeseł, a zwykłe ogrodowe, różowe plastiki, co pozwoliło na zajęcie miejsca gdzie dokładnie się chce. Szczególnie możemy polecić miejsca na tyłach statku – doskonale z nich widać zachód słońca. Turyści na tym statku są, ale tylko z okolicznych krajów azjatyckich. Z Europy czy innych krajów zachodnich – brak. Oni wybierają inne opcje – czyli o połowę mniejsze łódki w stanie technicznym, jak i wizualnym podobne do naszej, ale za kilkukrotnie wyższą cenę. Jedynym plusem są przekąski i napoje w cenie.
Na koniec Phnom Penh Tower
Polecamy wyjście do Phnom Penh Tower – czyli najwyższego budynku w Phnom Penh. Najlepiej udać się tam wieczorem. Na samej górze znajduje się bar Eclipse z pięknym widokiem na całe miasto. W porównaniu z barem w hotelu Lebua w Bangkoku, drinki są prawie za darmo. Najważniejsze, że jest prawdziwy roof top bar gdzie nad nami znajduje się tylko niebo, a pod nami całe miasto. Dopiero z góry widać, że miasto nie jest takie małe i jak wiele się w nim buduje. Po horyzont widać pełno żurawi i pnących się w górę budynków w trakcie budowy. Cena za małe piwo to 4 USD, a za drinka 6 USD. Dodatkowo czas spędzony na dachu budynku umila muzyka na żywo. Podczas naszej wizyty w tym miejscu grał 4 osobowy lokalny zespół.
