Po 5 dniach spędzonych w Phnom Penh w Kambodży przyszedł czas na powrót do Tajlandii. Aby zaoszczędzić czasu zdecydowaliśmy się na przelot samolotem. Bilet AirAsia z Phnom Penh kosztował 45 USD/osobę (kupiony wcześniej przed całym wyjazdem).
Z hotelu na lotnisko można się dostać najprościej za pomocą tuk tuk-a. Wybór padł na człowieka z przed hotelu. Gość cały nasz pobyt w hotelu TeaHouse Asian Urban Hotel chodził za nami i ciągle się pytał kiedy chcemy gdzieś jechać. Wytłumaczyłem mu, że my głównie chodzimy na nogach, ale chętnie pojedziemy z nim na lotnisko. Codziennie przypominał swoje imię i numer pojazdu, aby czasem nie pojechać z kimś innym.
W Phnom Penh kierowca tuk tuka nie odpuszcza
W dzień wylotu kierowca kręcił się koło wejścia i zgodnie z obietnicą pojechaliśmy z nim na Phom Penh International Airport (PNH). Koszt zgodnie z informacją znajdującej się w hotelu – 8 USD/kurs czyli 4 USD/osobę. Po drodze można w pełni poznać klimat kambodżańskiego ruchu ulicznego. Szczególnie na samym początku przy wyjeździe z centrum Phnom Penh trzeba się przyzwyczaić do reguł, które tam panują. Jazda pod prąd – żaden problem. Pchanie się z dróg podporządkowanych – żaden problem. W dalszej części podróży można się przekonać, że z 3 pasów ruchu w jedną stronę spokojnie można zrobić 5. Po około 30 minutach dotarliśmy na lotnisko. Ogólnie podróż była bezpieczna i nie ma się czego obawiać. Kierowca przyjął ustaloną zapłatę i zadowolony odjechał.

Lotnisko w Phnom Penh jest dość małe, co jest ogromną zaletą. Nie trzeba chodzić długimi korytarzami pomiędzy terminalami czy długo szukać odpowiedniego check-in’u. Wszystko idzie szybko i sprawnie. Niestety z powodów związanych z ruchem wizowym nie można skorzystać z automatów AirAsia i pomimo braku bagażu rejestrowanego musieliśmy czekać w kolejce do check-in’u. Po załatwieniu biletów można się udać do kontroli bezpieczeństwa i odprawy paszportowej. Warto zwrócić uwagę, że akurat na tym lotnisku niektórym osobom kontrolują wagę bagażu podręcznego. Przed nami w kolejce wszystkim po kolei obsługa check-in’u ważyła bagaż podręczny. Nam akurat nie. Przy wylocie z Phnom Penh trzeba wziąć to pod uwagę.
W Kambodży nie zawsze jest tanio
Po załatwieniu formalności pozostały ostatnie chwile na strefie wolnocłowej. Nie wiem czemu, wydawało nam się, że tam będzie tanio – nie było. Ceny za wszystko są dużo wyższe niż w Kambodży. Posiłki były dużo droższe niż na jakimkolwiek lotnisku w całej Tajlandii, dlatego warto zjeść coś konkretnego przed podróżą. Zakupy są nieopłacalne.
Wylot niestety był opóźniony jakieś 30 minut. Po wejściu do samolotu, od razu można było zobaczyć różnice pomiędzy Khmerami i Tajami. Tajskie stewardessy bardzo szybko uwijały się ze swoimi zadaniami i udało się zmniejszyć opóźnienie. Jedna z nich bez problemu przerzucała bagaże pomiędzy schowkami o podobnych wymiarach jak ona.
Po ponad godzinnym locie znaleźliśmy się na lotnisku Don Muang w Bangkoku (DMK). Tutaj ponownie trzeba było odstać swoje w kolejce do kontroli paszportowej. Pomimo otwartych wielu okienek trzeba było odstać około 30 minut. W przypadku dalszej podróży samolotem w ten sam dzień trzeba ten czas wkalkulować w przesiadkę.
Tajskie doładowania
Na lotnisku można od razu bez problemu doładować kartę SIM z Internetem. Osoby z punktu danej sieci sprzedają doładowania i aktywują niezbędny pakiet. W ten sposób nie trzeba się doktoryzować z oferty danego operatora i znać języka tajskiego. Ja wcześniej zakupiłem kartę SIM jednego z operatorów i wystarczyło ją doładować. Zapłaciłem 300 THB i osoba z obsługi doładowała konto i aktywowała niezbędny pakiet. Pytają się jedynie z czego i na jak długo chcemy korzystać, aby wybrać jak najlepszą opcję. Sami obsługują różne modele telefonów bez zmiany języka. W naszym przypadku z menu po polsku radzili sobie doskonale.
Nocleg tranzytowy
Lądowanie na DMK było tym razem tranzytowe, ale następny samolot mieliśmy dopiero na następny dzień. W związku z tym trzeba było znaleźć jakiś tani hotel jak najbliżej lotniska. Wybór padł na Don Muang Hotel by Thipmansion. Obiekt charakteryzuje się bliskością lotniska – można spokojnie przejść na nogach i niezwykle korzystną ceną. Doskonale nadaje się na przespanie nocy w oczekiwaniu na lot. Nie znajdzie się tam jakiś specjalnych dogodności, ale miał wszystko co było potrzebne do przeczekania jednej nocy: łóżko, łazienkę, ciepłą wodę, lodówkę, a nawet telewizor.

Niestety samolot do Krabi (KBV) był dopiero o 18:15. Czemu tak późno? Cena. Lot został kupiony podczas promocji AirAsia i kosztował około 100 zł/osobę w dwie strony. Podczas trwania promocji lot o tej godzinie był po prostu najtańszy. Kilka godzin w okolicach DMK można również spędzić przyjemnie. W pobliżu znajduje się świątynia oraz targ dla lokalnej ludności. Na nim można zakupić wszystkie świeże produkty żywnościowe. Wydaje mi się, że właśnie w takim miejscu zaopatrują się osoby sprzedające street food. Generalnie w okolicy nie ma nic ciekawego dla podróżnika. Na ulicy prowadzącej z hotelu do lotniska znajduje się mnóstwo punktów z masażem oraz fryzjerów, więc można się ogarnąć przed dalszą podróżą. Poza tym jest to część miasta nie nastawiona na turystów, więc można zaobserwować życie zwykłych mieszkańców.